Działania podejmowane przez Eliskę Bartek można określić jako próbę okiełznania ekspresji światła w fotografii i sztuce. Jej zapisy realizowane są przeważnie w czerni i bieli.
Prezentowana wystawa skomponowana została z dwóch cykli. Pierwszy - to swoista impresja z podróży do Abu Dhabi, w którym przez długie naświetlanie i aparat w ruchu, Bartek pokazuje płynny charakter Megamiasta (Megacity) podczas przylotu i odlotu z lokalnego lotniska. Drugi, to zdjęcia wykonane bez użycia kamery - niezwykle liryczne i poetyckie, fotogramowe powidoki sylwetki zestawianej z cieniami przypadkowych atrybutów codzienności. W obu cyklach – zapisu światła i formy, czy intuicyjnych stanów istnienia, podkreślony zostaje charakter niejednoznaczności rzeczywistości, która przechodzi albo w wieloznaczność albo w pozorną nicość.
Poprzez linearno-geometryczne układy powstałe w wyniku ruchu kamery i statycznych punktów świetlnych Bartek buduje własny, inspirowany rzeczywistością i jednocześnie daleko wykraczający poza nią obraz. Czasami natura tej rzeczywistości bywa jeszcze rozpoznawalna, ale tworzy już nowy realny byt – strukturę świetlną w przestrzeni i jej lustrzany zapis w fotografii.
Prace artystki pozostają w ciągłej relacji do tradycji fotograficznej rodzimej i zagranicznej, jak i zjawisk zachodzących w plastyce w ogóle. Z jednej strony podejmuje działania w duchu konstruktywistyczno-geometrycznym, z drugiej dadaistyczno-surrealistycznym. Oczywiście nie są one ewenementem w historii fotografii. Przypominają zarówno „fotogeniczne rysunki” Talbota – uzyskiwane poprzez stykowe naświetlanie przedmiotów na światłoczułym papierze, jak i podobne zapisy, niezwykle chętnie wykonywane przez artystów awangardowych dwudziestolecia międzywojennego, tych europejskich np. Laszlo Mohly-Nogy’a czy Christian Schad oraz rodzimych, czeskich np. Jaromir Funke, František Drtikol, Jaroslav Rössler, Eugen Wiškovský. Wszyscy oni eksperymentowali, czy to z notacją efektów światła, czy obiektów i form o różnej przezroczystości, układanych na światłoczułej powierzchni, następnie naświetlanych ruchomym lub stałym źródłem światła. Zdjęcia Bartek przywołują także na myśl eksperymenty polskich twórców: „Partytury miast”, czy zapisy fal świetlnych, przestrzennych sytuacji tworzonych w latach 80. przez Antoniego Mikołajczyka, bądź realizacji plenerowej Henryka Stażewskiego „9 strumieni kolorowego światła na niebie” (1970, Wrocław).
Częścią wspólną obu cykli jest fascynacja światłem jako środkiem zapisu w fotografii oraz światłem, jako swoistym „demiurgiem” nadającym nie tylko formę wszechogarniającemu światu, ale również poszczególnym jego komponentom, także artystycznej rzeczywistości. To również dwa sposoby przekazu odczuwania świata, zachodzącej w nim wiecznej przemiany, istniejącej niestabilności, chwilowości. Tak jak światło nie zatrzymuje się na powierzchni realności, lecz przebija się w głąb materialności, będąc owym „migotaniem energetycznym” naszego poznania; podobnie z odbiorem prac Eliski Bartek, w których nasze z nimi obcowanie nie kończy się na delektacji wyłącznie ich wizualnością.

